www.prowokacja.wordpress.com

this is our first time in poland

Posted in Ludzie, Miasto, Muzyka, Retrospekcje, Wyjazdy, Zdjęcia by Ola on Grudzień 25, 2010

miałam pisać prezentację maturalną, więc ogarnęłam zdjęcia z OFFa.

(fotunie sponsoruje cudowny Fuji A400, pozdrawiam)

podróż, szlajanie się po Katowicach, radosna twórczość w McDonald’sie. Katowice same w sobie wydawały nam się raczej przygnębiające, wyglądało to mniej więcej tak:

ja: brzydko tu.

Ada: no.

ja: dla wzmocnienia efektu zaraz powinnyśmy trafić na jakieś martwe zwierzątko.

nie dalej jak trzydzieści sekund później naszym oczom ukazał się nieżywy ptaszek z wyciągniętymi do nieba nóżkami. Katowice spełniają marzenia.

najfajniejsza część: przyjeżdżamy szczęśliwe i megastyrane pod pole namiotowe, ustawiamy się w stukilometrowej kolejce, z pomocą panów za nami robimy zdjęcie…

… zaczynam grzebać w plecaku, żeby wyciągnąć formularz potrzebny do dostania się na pole i bilet. grzebię. grzebię. grzebię trochę bardziej. zaczynam wyciągać pojedyncze rzeczy. wysypuję wszystko. biletu nie ma.

telefon do taty, i co? przy przepakowywaniu się wyciągnęłam teczkę z wszystkimi papierami i zostawiłam na blacie. ale przynajmniej kurtkę przeciwdeszczową zapakowałam.

opisy mojej rozpaczy, biegania do ochroniarzy („jesteś przypadkiem jedynym w swoim rodzaju”), załatwiania wejścia na pole, kupowania nowego biletu, płakania na krawężniku aż do zawinięcia się soczewki pod powiekę, co spowodowało jeszcze większą panikę (wydawało mi się, że mi wypadła, czad) skrócę do koniecznego minimum. a więc koniec.

potem była jeszcze z historia z Panem, który znalazł 70zł pod budką z kuponami na jedzenie i nie mogąc odnaleźć właściciela, dał je mi, ratując tym samym od śmierci głodowej, hehe. dziękuję Panu

u góry Toro y Moi, cudowny Fennesz, wyglądający jak psychol za swoim Makiem i z gitarą, Lenny Valentino z powodu deszczu spędzone pod jakąś wanną przerobioną na zlewy do mycia rąk.

dzień drugi, ogarnianie się rano, kilometrowe kolejki do prysznica, dyskusje z jakimiś kolesiami o laskach chodzących bez staników i cyckach, zupki chińskie zalewane nie-wrzątkiem (nigdy w życiu jeszcze nie jadłam chrupiącego w zębach makaronu), dziaranie się Ady, koncert Dinosaur Jr. i występujący od 3 do 4 nad ranem Basinski.

spanie przed Kyst, Kyst, czekanie na Najwyższego i NAJWYŻSZY. oboże. obożeoboże. wspominałam już kiedyś, że straszna ze mnie estetka? kocham pięknych ludzi, kocham Najwyższego.

Flaming Lips. oczywiście przed wyjazdem nie wpadłam na pomysł, żeby sprawdzić na jutubie jak wyglądają ich koncerty, i CAŁE SZCZĘŚCIE. nie wiem czy w takim wypadku stałabym tam z wytrzeszczonymi oczami. konfetti, balony, Coyne biegający w przezroczystej kuli, laserowe ręce. łał.

a potem tylko namiot, spanie, rano pobudka i prysznic w zimnej wodzie (miała być ciepła od 5 rano!! a to była 7 minimum), pierdzielenie się celem w miarę porządnego złożenia namiotu (i tak potem w autobusie prawie zabiłam jakiegoś gościa tymi patykami do rozkładania wystającymi z plecaka), dojazd do centrum, Fornetti na dworcu, pociąg. i ostatnie obowiązkowe fotunie, z opaskami

za kilka dni powinni zacząć ogłaszać lajnap na 2011. nie mogę się doczekać.

i tym razem spakuję się porządnie, haha.

Reklamy
Tagged with: , , ,

Komentarze 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. biotechnology said, on Grudzień 29, 2010 at 6:58 pm

    Czytam ‚dziaranie się Ady’ i już miałam tu ją objeżdzac w komentarzach, że ma dziare od lata i nic nie mówi ale na szczeście fota uspokoiła moje rozkołatane serce. Zdjęcia z balonami i konfetti cud miód i wogóle to Off wydaje się rozsądniejszym wyborem na nadchodzące lato niż Coke, na którym byłam w zeszłe – sześć godzin stania tuż pod sceną w oczekiwaniu na Muse, wychodzą, nic nie widać, a potem takie mięso, że trzeba ucieekać spod tej sceny czym prędzej albo dać się staranować…

  2. Prowokacja said, on Grudzień 29, 2010 at 10:22 pm

    nie byłam na Coke’u nigdy, ale tak z opowiadań i ogólnie mam wrażenie, że bliżej mu do Open’era, masa ludzi i jakieś takie „większe gwiazdy”, heh
    OFF był kozacki, dużo nowej muzyki, często mało znanej (dla mnie, ale ja jestem ciemną masą ; d), nawet te kolejki do prysznica i zimno wspominam miło
    i rozkładanie namiotu w deszczu i przemoczone karimaty. oj, chyba tęsknię


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: