w prawo, Hugo, w prawo!
łikend w Morągu, wieczór pierwszy:

dzień i wieczór drugi. matkobosko, na koniec było tak zimno, że myślałam, że zaraz płuca wypluję. ale wtedy ktoś (Kamil?) wpadł na genialny pomysł, żeby pójść do Lidla, i 15 minut wybierać cośtam do kupienia. oczywiście Lidl był zamknięty już, po drodze spotkaliśmy stadko dresów, potem była akcja z klatką schodową, itak dalej. nie chce mi się pisać, teraz.

i z niedzieli taki bzdet:

gupkiiii.
zostaw komentarz



