weaker than the palest blue
jako że dawno nie pisałam, a i dziś jest taki dzień dziwny, to odpalam sobie wordpressa i proszę. zobaczymy co z tego wyniknie.
przed momentem zakleiłam sobie plastrami z Kubusiem Puchatkiem i spółką sześć bąbli na palcach u stóp. pomimo komplikacji w postaci urwania sznureczka od torebki wypiłam herbatkę, a teraz siedzę sobie i walę łbem w blat, ujmując to metaforycznie. nikt się do mnie nie odzywa, dom jest pusty, zimne powietrze wpada przez okno, a ja siedzę w rozpiętej koszuli, śpiewam sobie co się tam nawinie, aktualnie George Dorn Screams, tak wieczorowo i melancholijnie, powiedzmy /Your eyes stare at me Eyes stare at me And can’t you see I’m nothing less I’m nothing more than this/.
lubię czasem poudawać, że jestem zajebista.
(zdjęcia będą, jak mi wróci ochota i czas się znajdzie.)
0:54 / 3:20
W reklamach mętne zaklęcia
Podręczniki do sztuczek o życiu
Bulwary śpiewają o średniej sytuacji
Wszystko układa się w jedną czytelną myśl
siedzę sobie, śpiewam z Muchami /genialne są do tego/, i co jakiś czas parskam śmiechem w kubek z czwartą czy piątą herbatą z rzędu.
cieszę się cholernie, że po środzie będzie już luźniej, tak mi się przynajmniej wydaje. i w ogóle wiosna, nie? kurde.

Virginia Avenue
Let me tell you that I’m dreaming to the twilight, this town has got me down
I’ve seen all the highlights, I’ve been walking all around
I won’t make a fuss, I’ll take a Greyhound bus, carry me away from here:
Tell me, what have I got to lose?
zasadniczo, to mogłabym w kółko pisać, jak to mi się nie chce, ale po co właściwie.
tak więc dziś, dziś po szkole przydreptała do mnie Natalina. wypiłyśmy herbatkę, i ruszyłyśmy na podbój świata. nawet nie wiedziałyśmy, w którą stronę, ale – czy to istotne? ojcu powiedziałam, że idziemy urżnąć się w krzaki, i żeby nie spodziewał się mnie przed rankiem. swoją drogą, już wiem, czemu jak wróciłam, od razu było “Chuchnij!”.
zawędrowałyśmy w stronę Alfy, a potem do chałupiny Beaty. Natalia spieprzyła niespodziankę, wysyłając jej przez pomyłkę esemesa, hahah. ale to nic. u Bety następna herbata, i wspominanie – o staaaary! ale się uśmiałyśmy. strasznie śmieszna była ta 1. klasa gimnazjum, i ludzie wtedy. teraz też są, ale cii. stwierdziłam, że nie dość, że w 1. i 2. klasie wyglądałam już TOTALNIE koszmarnie, to jeszcze do tego głupia byłam jak Cię mogę, hahah. normalnie żal mi dupę ściskał, jak o tym myślałam.
szybko to zleciało.
poza wszystkim, mam taką uroczą kaszanę w głowie, łohoh. ale przynajmniej nastrój ostatnio jakiś taki stabilniejszy, a w ogóle to sama nie wiem. nic już nie mówię.
a tu, Proszę Państwa, starocie – z wakacji – wygrzebałam.
