podstawowe zasady bezpieczeństwa…
…czyli zawsze zamykaj drzwi, śpiąc na działce.
ale od początku, był weekend, więc znów mnie tam wywieźli. och luz, przyjechała ciotka z wujkiem + Julka, ognisko do trzeciej w nocy, likier czekoladowy – kurna, boski był – i rozmowy niekoniecznie poważne. wtajemniczać nie będę, no, w każdym razie, miałam plan genialny – pójdę spać trochę wcześniej, to zasnę spokojnie, nie będę wsłuchiwać się w ciszę za drzwiami, zero stresu, bla bla. mamuśka już zdążyła stwierdzić, że chyba mam fobię, a to pewnie już się kwalifikuje na kolejną wizytę u psychologa, haha. więc wychodzę z domu, usiadłam koło nich, czysto teoretycznie to chciałam się tylko pożegnać. no, ale siadłam, zaczęłam słuchać, no same ciekawości opowiadali. więc zostałam. do trzeciej. no i kurna, nici z mojego genialnego planu.
położyłam się jakoś bardziej na luzie niż zwykle, zmęczona już trochę byłam, i szybko zasnęłam. obudziłam się gdzieś w okolicach piątej, może szóstej, no, w każdym razie – świtało już. ptaszki śpiewały, wcisnęłam się głębiej w kołdrę, uśmiechając się pod nosem, i nagle uświadomiłam sobie, że coś nie gra. ptaszek dziwnie śpiewał. no i zauważyłam, że, to głupie, ale latał sobie w domu. obijał się o szyby, więc jęknęłam głośno:
- Tata, wypuść go! – na co odezwała się też mama [czyli że niby większość nie spała?].
- Arek, on się biedny obija o szyby!
tata pomruczał pod nosem i nic. więc ja, dzielna, bohaterska, bla bla, poszłam i otworzyłam drzwi. ale kurna, zmęczona byłam, spać mi się chciało, no to wróciłam do łóżka. a drzwi zostały otwarte…
o dziwo, przeżyłam.

kocham biegać po krzakach.










zostaw komentarz