Virginia Avenue
Let me tell you that I’m dreaming to the twilight, this town has got me down
I’ve seen all the highlights, I’ve been walking all around
I won’t make a fuss, I’ll take a Greyhound bus, carry me away from here:
Tell me, what have I got to lose?
zasadniczo, to mogłabym w kółko pisać, jak to mi się nie chce, ale po co właściwie.
tak więc dziś, dziś po szkole przydreptała do mnie Natalina. wypiłyśmy herbatkę, i ruszyłyśmy na podbój świata. nawet nie wiedziałyśmy, w którą stronę, ale – czy to istotne? ojcu powiedziałam, że idziemy urżnąć się w krzaki, i żeby nie spodziewał się mnie przed rankiem. swoją drogą, już wiem, czemu jak wróciłam, od razu było “Chuchnij!”.
zawędrowałyśmy w stronę Alfy, a potem do chałupiny Beaty. Natalia spieprzyła niespodziankę, wysyłając jej przez pomyłkę esemesa, hahah. ale to nic. u Bety następna herbata, i wspominanie – o staaaary! ale się uśmiałyśmy. strasznie śmieszna była ta 1. klasa gimnazjum, i ludzie wtedy. teraz też są, ale cii. stwierdziłam, że nie dość, że w 1. i 2. klasie wyglądałam już TOTALNIE koszmarnie, to jeszcze do tego głupia byłam jak Cię mogę, hahah. normalnie żal mi dupę ściskał, jak o tym myślałam.
szybko to zleciało.
poza wszystkim, mam taką uroczą kaszanę w głowie, łohoh. ale przynajmniej nastrój ostatnio jakiś taki stabilniejszy, a w ogóle to sama nie wiem. nic już nie mówię.
a tu, Proszę Państwa, starocie – z wakacji – wygrzebałam.

ostatnio
zacznę od początku, bo mam trochę zaległych zdjęć, a w ogóle to dawno ich tu nie było.
Piątek 20.12.2007:
po tych pseudowigiliach w szkole wybrałyśmy się na pizzę. a potem do kina. opisywać nie będę – dalej będzie trochę ciekawiej.

tak, sala była pusta.
Sobota, 29.12.2007:
tamtego dnia miały się odbyć dwa pierwsze razy Agnieszki: jeden w lumpeksie, a drugi w barze mlecznym. za wizytę w szmateksie przyznałyśmy jej ocenę 2, tylko po to żeby zdała /tak byś dostała 1+ : D/. zobaczyć Agę kręcącą się między wieszakami z taaaką miną, bezcenne. i potem, jak już wracałyśmy:
- Czemu oni wszyscy się tak na nas gapią?…
- Oni wiedzą, jesteśmy napiętnowane!
bar z kolei – był zamknięty. uratowały nas zapiekanki xxl /olbrzymi błąd, nie próbujcie/. dojechałyśmy do domu, gdzie się rozjechałyśmy prawie każda w prawie każdej stronę. a pootem, ooo…
gdzie idziemy? na Zaspę!
okej.
po drodze zrobiłyśmy sobie przystanek w tunelu, zimno było.
Ada:
- Ciekawe, co powiedzieliby ludzie, którzy by przechodzili obok, gdyby usłyszeli: “no przestań ją już gwałcić” i “jeszcze raz, jeszcze raz!”
i wtedy do tunelu wbiegł pies. o, trzeba było nas widzieć, jak rzuciłyśmy się do schodów, żeby tylko nikt nas nie zauważył.
Aga:
- Mały jest?
- No, ale jakiś taki gruby.
nie pytać.
idąc dalej w kierunku Zaspy:
Ada:
- To on, poznaję po psie!
buehehe. co dalej było? bo już sama nie pamiętam…

zdjęcia z komórki – aparatu nie wzięłam. a te małe to dlatego, że mi się sam rozmiar zmienia przy robieniu /serio!/
a dziś rano podziwiałam świat z perspektywy mojego łóżka.

Aducha kazała mi dopisać: to było w piątek bodajże, Aga chciała się wykręcić od spotkania z kimś-tam, i mówi, że są z nią koleżanki. na to Ada razem ze mną:
- Jest nas pięćdziesiąt!
- Sześćdziesiąt!
- Jesteśmy lesbijkami!
- Wolność, wolność!
- Śmierć homofobom!
to trzeba było zobaczyć – tyle.
