fe-fi-fo-fun for me
przypomniałam sobie o tym, sklejone plus minus chronologicznie zdjęcia z telefonu. prawie rok czasu.


all I want, all I need
na początek:
Visions of you or pictures in tabloids
I’ve seen no way out since I was a boy
Hold on to something that I know is near
Feeling much closer to holding my tears
Banter that shoots me through cannons and spillways
Forests and nights as I walk through these hallways
Kaleidoscopes eyes of killers come near
Feeling less desperate to hold in my fear
I need your love
Visions of you or pictures in tabloids
I’ve seen no way out since I was a boy
Hold on to something that I know is near
Missing the point as I fall through these years
I need your love
All I want, All I need
znów się nazbierało, cholera. no to od początku – druga część smartów, jakoś tak, że dzień piąty i szósty, albo czwarty i piąty, nie pamiętam.

siódmy, chyba:

ósmy:

dziewiąty?

a potem był chyba najciekawszy wieczór. cii…

teraz to w ogóle inna historia – ostatni łikend wakacji, Natala i ja, Maćka pomińmy.
tak więc genialne umierające już z głodu dzieci około godziny dwudziestej pierwszej zabrały się za robienie pizzy. naprawdę muszę mówić, o której była gotowa?

taaa… no i tam takie różne rzeczy.
i tak najfajniej było o wpół do trzeciej, kiedy okrutnie styrane wkopałyśmy się pod kołdry.
- Natala! Chodź na dwór!
- Nieeee chce mi się, musiałabym się przebrać i w ogóle…
- No choodź.
- Okej.
wstałyśmy i poszłyśmy. i zaczęło się bieganie po ulicach i boiskach bez koszulek i (w moim przypadku) spodni, wchodzenie na drzewa, kładzenie się na ziemię, szukanie znaku drogowego, który ostatnio leżał luzem w okolicy Obrońców Wybrzeża, i takietam.
- Jezu, idziemy koło mojego domu…
- (chrupp) Zabiłam ślimaczka…
- …gdyby moi rodzice wiedzieli, że teraz tu jestem…
- Ups.. następnego.
no i teraz obóz integracyjny ze szkoły, bla-blabla.

to zdjęcie z butami było robione na specjalne zamówienie – uwaga – Krzysia? bo nie pamiętam już
w drugi poniedziałek września była noc u Natalki. tańce, śpiewanie (trzecie zdjęcie – co Natala trzyma w szufladzie?) i w ogóle standart.

rano do szkoły. to był ciężki dzień
hahhaha, teraz chyba najlepsze ze wszystkiego, przynajmniej najlepsze w ostatnim czasie, bo smarty to już ponad miesiąc temu. urodziny Tomka-Lesia-moje. te konkretnie Tomka.

a następnego dnia pojechaliśmy na działkę kontynuuować.

taaa… to było coś ;d uwielbiam Was.
będę brał Cię (gdzie?) w smarcie
If then, I meet you along the way
Where the laurel trees surround us on every side
If then, in a small place, I stand alone
And turn my head, and you smile there
If then, I reach out and touch your form
Where all your silences and your chaos meets
Where everything joins and parts
If I may once clutch your heart
And pull its beauty to my face
(Jeeeeezu, jak lubię tę piosenkę. ten Pan ma głos cudowny.)
więc najpierw smarty. żeby nie było, że po raz enty nic nie mówię, to powiem, że poszłam do roboty, a co! tak jakby do roboty, bo z pracą tak naprawdę niewiele to miało wspólnego…

nie no dobra, grzecznie wystawaliśmy w kolekturkach i z milutkimi uśmiechami rozmawialiśmy z ludźmi, którzy – przykładowo – nie wiedzieli, co to e-mail. okej, to były prawie pojedyncze przypadki. (te zdjęcia z góry to w sumie z czterech pierwszych dni, i z ostatniego, jak dostanę resztę, to może coś dorzucę)
potem Kijów, tak na weekend. Chryste, jakieś 600 km do granicy, a stamtąd 500 do miasta, po drodze o 10 rano były 34 stopnie w cieniu. serio, mówiłam już kiedyś, że nie jestem do takiej pogody stworzona?

ale jaki fajny klimat tam w ogóle, łoboż! to przedostatnie i przed-przedostatnie to robione jak jakoś przed 22 poszliśmy na główny plac, już nawet nazwy nie pamiętam, w każdym razie - było tam trochę fontann, no i co, buty do ręki i latałam po nich. ale ludzie, jaaa! całe tłumy na tym placu, na murkach ławkach schodach, z piwami w rękach, fajkami w ustach, staaary. czilałt