if you want
outside it’s cold, misty and it’s raining
they got each other neither one’s complaining
![]()
ach…
Pamiętam – siedziałam i rozmawiałam z Tobą, kiedy wybuchło słońce.
- Patrz – powiedziałaś.
Cały świat skrył się wtedy w szarym pyle, i tylko przez okno dostrzegłam jasny błysk gdzieś na horyzoncie. Huk, jaki potem nastąpił, był nie do zniesienia, a mimo to usłyszałam szelest gdzieś obok mnie. Dotarł do mnie Twój krzyk, i szybkie kroki, poczułam coś w lewej dłoni. Podnosząc ją do twarzy w rzednącym pyle, zauważyłam, że nie mam już wskazującego palca. Robiłaś dokładnie to samo, spostrzegłam kątem oka.
W drzwiach pokoju leżał mój brat, pozbawiony tej samej części ciała, na powiece miał czerwoną ranę.
- Maciek – powiedziałam drżącym głosem, padając obok niego na kolana. – To da się uratować, nie martw się – szepnęłam, myśląc nerwowo, żeby zsunął się z perskiego dywanu mamy i przestał go wreszcie plamić, panele tak łatwo umyć.
Kroki oddaliły się.
Zostawiłam tych dwoje, jęczących i łkających i pobiegłam w kierunku kuchni, po drodze zatrzymałam się przy otwartych łazienkowych drzwiach. Szum płynącej wody uspokoiłby mnie, gdyby nie fakt, że w wannie leżała cicho moja własna matka. Krew spływała z jej podziurawionej jak ser twarzy, chwyciłam węża prysznicowego i skierowam w jej stronę. Czerwone kwiaty, które dopiero co wykwitły na oślepiającej bieli porcelanowej wanny zmyłam w labirynty plastikowych rur.
A w lodówce, stygnąc powoli, leżały na eleganckim talerzyku cztery palce z krótko obciętymi paznokciami.
02.09.2007.

30 komentarzy