have you ever seen the rain?
pokoncertowo.

Na teren imprezy można wnieść amatorskie aparaty cyfrowe (matrycy do 3.2 MPix) oraz tradycyjne amatorskie aparaty kompaktowe.
robione telefonem, więc jakość uzasadniona. coś porządniejszego na temat samego koncertu może kiedy indziej.
podstawowe zasady bezpieczeństwa…
…czyli zawsze zamykaj drzwi, śpiąc na działce.
ale od początku, był weekend, więc znów mnie tam wywieźli. och luz, przyjechała ciotka z wujkiem + Julka, ognisko do trzeciej w nocy, likier czekoladowy – kurna, boski był – i rozmowy niekoniecznie poważne. wtajemniczać nie będę, no, w każdym razie, miałam plan genialny – pójdę spać trochę wcześniej, to zasnę spokojnie, nie będę wsłuchiwać się w ciszę za drzwiami, zero stresu, bla bla. mamuśka już zdążyła stwierdzić, że chyba mam fobię, a to pewnie już się kwalifikuje na kolejną wizytę u psychologa, haha. więc wychodzę z domu, usiadłam koło nich, czysto teoretycznie to chciałam się tylko pożegnać. no, ale siadłam, zaczęłam słuchać, no same ciekawości opowiadali. więc zostałam. do trzeciej. no i kurna, nici z mojego genialnego planu.
położyłam się jakoś bardziej na luzie niż zwykle, zmęczona już trochę byłam, i szybko zasnęłam. obudziłam się gdzieś w okolicach piątej, może szóstej, no, w każdym razie – świtało już. ptaszki śpiewały, wcisnęłam się głębiej w kołdrę, uśmiechając się pod nosem, i nagle uświadomiłam sobie, że coś nie gra. ptaszek dziwnie śpiewał. no i zauważyłam, że, to głupie, ale latał sobie w domu. obijał się o szyby, więc jęknęłam głośno:
- Tata, wypuść go! – na co odezwała się też mama [czyli że niby większość nie spała?].
- Arek, on się biedny obija o szyby!
tata pomruczał pod nosem i nic. więc ja, dzielna, bohaterska, bla bla, poszłam i otworzyłam drzwi. ale kurna, zmęczona byłam, spać mi się chciało, no to wróciłam do łóżka. a drzwi zostały otwarte…
o dziwo, przeżyłam.

kocham biegać po krzakach.
z powrotem
po wizycie na placu zabaw, pierwszą ciekawszą rzeczą, którą dziś bez problemu mogę sobie przypomnieć, był spacer do Oliwy. oficjalnie robiłyśmy zdjęcia. a nieoficjalnie…

a potem pojechałam do Morąga. i wiecie, założę się, że żadne z Was tak naprawdę nie zna definicji bałaganu.

no i makao! w długie wieczory i noce, kiedy nie ma się wiele do zrobienia, zawsze się docenia takie głupie gry.

jak widać, dość malowniczo przerżnęłam. ma się to szczęście w kartach.
i w niedzielę: ‘uwaga, pociąg osobowy z Olsztyna do Gdańska wjedzie na tor trzeci przy peronie trzecim’. była 16:19. potem przesiadka w Elblągu, i o 19:09 byłam w domu.

tyle…